Pieniny

Wysoka(Słowacka nazwa Vysoke Skalky 1050 m. n. p. m. ) -Pieniny Zimą

Z naszej bazy wypadowej w Krościenku wyruszyliśmy wcześnie rano z przystanku, skąd busem udaliśmy się w kierunku Szczawnicy. Dochodzimy do miejscowości Jaworki, skąd na miejscowym przystanku czekamy na busa do Szczawnicy. Bus zatrzymuje się na dworcu w.Szczawnicy, z którego prowadzi uliczka, którą podążamy prosto do wyciągu narciarskiego na Palenicę.Z uwagi., że byliśmy tam o godzinie siódmej rano.Wyciąg otwierany jest o ósmej, postanowiliśmy wejść na Palenicę pieszo, aby nie marnować czasu. Należy przejść przez mostek ,który prowadzi na trasę narciarską , potem szlak biegnie serpentyną.Pomiędzy drzewami, z którego widać wyciąg narciarski i czasami wchodzi na.Trasę narciarską „Zimą z uwagi, że szlak biegnie stromym zboczem, jest na nim bardzo ślisko, dlatego polecam zabranie ze sobą kijków trekkingowych.Po około 30 minutach dotarliśmy obok górnej stacji wyciągu, gdzie podziwialiśmy piękne widoki na ośnieżone Tatry. Następnie skierowaliśmy się szlakiem żółtym, a potem od Szafranówki niebieskim w kierunku Wysokiej . Na razie nie ma zbyt dużo śniegu, więc idzie nam się bardzo dobrze . Gdy dochodzimy do Witkula, znajdujemy się na otwartym terenie, gdzie zaczyna się robić sporo nawianego przez wiatr śniegu, co utrudnia dalszą wędrówkę , zaczyna się torowanie. Pogoda zaczyna się zmieniać, znów pojawia się mgła, tak często spotykana w górach, i nie widać nawet Jarmuty, na której szczycie znajduje się nadajnik.Koło Durbaszówki schodzimy ze szlaku, na którym znaki na drzewach są mało widoczne, co opóźnia naszą dalszą drogę, ponieważ tracimy pół godziny, by znów móc wrócić na szlak Znajdując stare znaki graniczne” które pomagają nam w jego znalezieniu. W dniu dzisiejszym na szlaku nie spotkaliśmy ani jednej osoby, która by nim podążała. Gdy dochodzimy do Wysokiej, zaczyna się strome podejście. W warunkach zimowych polecam mini raczki lub kijki trekkingowe, których wtedy nie posiadaliśmy, co było naszym błędem. Czas wejścia i zejścia się wydłużył, ponieważ trzeba było uważać na każdy krok, aby się nie poślizgnąć na stromym zboczu. Będąc na szczycie, nie mieliśmy zbyt ciekawych widoków, ale na chwilę odsłoniło się z mgły Pasmo.Radziejowej. Była już godzina 15, więc postanowiliśmy zacząć schodzić.Wybraliśmy szlak zielony, który prowadzi przez wąwóz Homole oraz obok ruin bacówki.Należy przejść przez mostek, nad którym prowadzi trasa narciarska, a następnie szlak biegnie serpentyną pomiędzy drzewami, z którego widać stary wyciąg narciarski. Szlak prowadzi przez bazę namiotową i przepiękny Wąwóz Homole, w którym znajdują się wspaniałe skałki. W wąwozie spotkaliśmy masę wycieczek zwiedzających w tym dniu rezerwat. Droga przez wąwóz jest bardzo śliska, ponieważ prowadzi przez płynący dnem wąwozu potokiem, pomimo że szlak jest ubezpieczony metalowymi pomostami oraz barierkami. Dochodzimy do miejscowości Jaworki. Powoli zaczyna się ściemniać, co kończy naszą dzisiejszą przygodę z Wysoką.

Aktualny obrazek nie ma ustawionego tekstu alternatywnego. Nazwa pliku brzmi: IMG_0678-scaled.jpg

Czas przejścia około 4 godzin

noclegi :

  1. Baza namiotowa pod Wysoką (726 m. n. p. m. )
  2. Schronisko PTTK „Orlica „ www.orlica.com tel . 18 262 22 45
  3. Schronisko pod Durbaszką www.durbaszka.pl tel. 18 262 25 47

ceny wahają się od 20 zł od osoby

Beskidy

Mogielica 1170 m. n. p. m. – Beskid Wyspowy

Wyruszyliśmy z przełęczy wczesnym porankiem, nadrabiając drogę dzięki naszemu bliskiemu przyjacielowi, który podwiózł nas samochodem na przełęcz (E. Rydz-śmigłego 695 m. n.p. m). Dzień był piękny i słoneczny, więc ruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku Mogielicy. Dotarcie na szczyt zajęło nam około dwóch godzin. Mijaliśmy malownicze łąki, na których rosły dziewięćsiły – rośliny typowe dla górskiego krajobrazu. Na szczycie byliśmy około południa, w czasach, gdy jeszcze nie było wieży widokowej. Kierując się wąską ścieżką, dotarliśmy do punktu widokowego, gdzie znajdowała się ławeczka, a nieopodal niej krzyż papieski. Postanowiliśmy na chwilę spocząć, aby podziwiać widoki i zjeść przygotowane wcześniej kanapki. Nagle otrzymaliśmy SMS od naszych znajomych z informacją o nadciągającej nawałnicy znad Krakowa. Nie czekając ani chwili, postanowiliśmy zejść szybszym niebieskim szlakiem do Jurkowa. Zaczęło padać, a deszcz szybko przerodził się w ulewę. Niebieski szlak prowadzący w stronę Jurkowa miał stromy odcinek, który w czasie deszczu stał się niebezpieczny, zamieniając się w rwiący potoczek, co mogło prowadzić do poślizgnięć. Po około godzinie dotarliśmy do Jurkowa, cali mokrzy i zziębnięci. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak przemoczeni – w butach mieliśmy pełno wody. Wtedy zrozumiałem, co to znaczy prawdziwe góry, i od tego momentu je pokochałem.

http://www.odkryjbeskidwyspowy.pl/informator/info/at/127/title/Mogielica-%281170-m%29

Noclegi :

  1. Zajazd Mogielica Jurków 169
  2. Gospodarstwo Agroturystyczne Jarosz Jurków 160
  3. Gospodarstwo Agroturystyczne Janas Chyszówki 152

Gorce

Gorce

Lubań (1225 m n.p.m) rok 2011

Znowu zatęskniliśmy za górami, więc postanowiliśmy wyruszyć z Łodzi autobusem na ośmiogodzinną podróż do znajomych w Nowym Sączu na Majówkę 2011 roku. Dzień wcześniej nie udało nam się zdobyć Przechyby (1150 m n.) w Beskidzie Sądeckim z powodu burzy. Na 1 maja zaplanowaliśmy nową trasę – Lubań (1211 m n.) w Gorcach. Wstaliśmy skoro świt i ruszyliśmy na dworzec autobusowy w Nowym Sączu, skąd o godzinie 6:20 mieliśmy bus do Krościenka nad Dunajcem, z którego chcieliśmy rozpocząć naszą wędrówkę czerwonym szlakiem na Lubań. Szlak zaczyna się asfaltową drogą, która skręca w prawo tuż za kościołem w miasteczku. Jest dobrze oznakowany, ale pogoda nas nie rozpieszcza – jest mglisto i chłodno. Czasami mgła się przejaśnia, co pozwala nam podziwiać widoki na Krościenko i pobliskie Pieniny. Po pewnym czasie asfaltowa droga kończy się, a my wkraczamy na leśną ścieżkę, która prowadzi raz przez las, raz przez polany. Po półtorej godzinie marszu docieramy do szczytu Marszałek. Wtedy robi się cieplej, mgła znika, a my możemy podziwiać widoki na pasmo Radziejowej oraz płynący poniżej Dunajec. Postanawiamy zatrzymać się na chwilę, aby zjeść drugie śniadanie. Do szczytu Lubania pozostało nam jeszcze około 1,5 godziny drogi. Szlak od Starej Polany prowadzi teraz tylko przez las, mijamy jedną polanę przed Jastrzębską, gdzie zaczyna się strome podejście. Gdy docieramy na szczyt Lubania, znów robi się mglisto. Po drodze mijamy bazę namiotową, przy której znajduje się krzyż upamiętniający wędrówki Jana Pawła II, który, podobnie jak my, kochał góry. Po krótkiej chwili zaczyna najpierw padać ogromny deszcz, który jest tak bardzo zimny, z którym się dotychczas podczas naszych wędrówek nie spotkaliśmy, aż mam takie wrażenie, że jakby zamrażał całe moje ciało. Wkrótce rozpętuje się burza, a my, rozsądnie podchodząc do sytuacji, rozpoczynamy ewakuację zielonym szlakiem, który jest krótszy od czerwonego i prowadzi w okolice Tylmanowej koło Dunajca. Droga ewakuacyjna staje się strumieniem błota, a burza z ulewą i mgłą sprawia, że widoczność jest niemal zerowa. Po dziesięciu minutach jesteśmy przemoczeni do suchej nitki. Kilka razy się poślizgnąłem i wpadłem w błoto, więc jestem cały w nim unurzany. Miałem wrażenie, że pioruny uderzają tuż obok mnie. Powoli zaczynamy odczuwać skutki przemoczenia i wyziębienia, ale nie poddajemy się i idziemy dalej. W pewnym momencie zgubiliśmy szlak i skręciliśmy w jakąś leśną drogę. Byłem tak zdesperowany, że już miałem w ręku telefon, by zadzwonić po GOPR, aby nas uratowali. Ale Agnieszka zaczęła słyszeć gdakanie kur z pobliskiego gospodarstwa, więc przyspieszyliśmy kroku i ku naszym oczom wyłania się zza lasu i ściany deszczu miejscowość, a w niej kościół Kozielce, gdzie za nim jest droga prowadząca do Nowego Sączą, a przy niej jest wiata z przystankiem autobusowym. Podążamy ku przystankowi, gdzie po chwili siadamy na ławeczce. Agnieszka, zmarznięta i przemoczona, ma zdrętwiałe mięśnie i ledwo może chodzić, a herbata z termosu nie przynosi ulgi. Ja rozmyślałem by móc się znaleźć szybko w ciepłym mieszkaniu znajomych, ale też, czy tak zmoczonych i zabłoconych wiezmie kierowca do busa. Po 40 minutach nadjeżdża bus, a kierowca nie ma żadnych zastrzeżeń co do naszego zabrudzonego i mokrego ubrania. Gdy dojeżdżamy do miasta, Agnieszka ma skurcze i ledwo może się poruszać. Po wypiciu gorącej herbaty w domu oraz rozgrzaniu się, skurcze ustępują, a ona dochodzi do siebie. Przestroga dla nas podczas tej wycieczki jednak została już na zawsze, gdzie przed wyjściem w góry teraz zawsze kontrolujemy pogodę na różnych portalach pogodowych by móc bezpiecznie wrócić z naszych pięknych gór i by nas więcej nic takiego nie spotkało jak wtedy. Góry potrafią być zarówno przyjemne, jak i srogie, a nawet niebezpieczne, dlatego należy je szanować i doceniać.

Rower

Trasa Rowerem Łódź Rogów Lipce Reymontowskie Głowno Łódź zrobione (136km rowerem )

Swoją trasę rowerową w kierunku Rogowa rozpocząłem o godzinie 10 rano. Wyjechałem z Łodzi, przejeżdżając przez mój ulubiony Las Łagiewnicki. Najpierw minąłem Arturówek, potem parking Kaloryfer, a następnie Uroczysko, by w końcu dotrzeć do najbardziej dzikiej części Łagiewnik. O tej porze w lesie jest niewiele ludzi, zwłaszcza w tygodniu, co pozwoliło mi odetchnąć od panującej pandemii COVID-19 i jechać bez założonej maski. Wśród drzew nie czuć palącego słońca, a jedynie przyjemny chłód. Po kilkunastu minutach wyjeżdżam z lasu na osiedle domków jednorodzinnych. Następnie podążam asfaltową drogą do Nowego Imielnika, gdzie kontynuuję jazdę drogą nr 14, prowadzącą w kierunku Strykowa. Po chwili skręcam w stronę Starego Imielnika oraz Dobieszkowa. Tutaj można jechać bez pedałowania, ponieważ do samego Dobieszkowa zjeżdża się z górki, aż dojeżdża się do stawów hodowlanych i tam się skręca w drogę leśną w prawo i tutaj już się robi stromy podjazd pod niezłe wzniesienie, co potrafi doprowadzić do opadnięcia z sił. Gdy dotarłem na wzniesienie, postanowiłem zrobić małą przerwę na przekąszenie czegoś. Po odpoczynku ruszam dalej. Po chwili kończy się leśna droga, wjeżdżam na asfalt i jadę cały czas prosto. Dookoła otaczają mnie łąki, a przy drodze ustawione są lampy z panelami słonecznymi. Kieruję się w stronę miejscowości Borchówka. Po drodze mijam kolejne wzniesienie oraz drogę prowadzącą przez las. Po dotarciu do Borchówki skręcam w lewo i jadę prosto, aż do głównej drogi prowadzącej do Nowosolnej, gdzie skręcam w prawo. Po chwili kieruję się drogą do Byszewa, mijając rzekę Moszczenicę oraz piękny dworek w Byszewach. Tutaj mogę jechać bez pedałowania, ponieważ do samego Dobieszkowa zjeżdża się z górki, aż do stawów hodowlanych, gdzie skręcam w prawo na leśną drogę. Po drodze mijam urokliwy, zabytkowy kościół Mariawitów. Przejeżdżam przez autostradę w miejscowości Laski, jadąc w kierunku Moskwy, gdzie skręcam w lewo i kieruję się w stronę Jaroszki, a następnie Buczka, gdzie skręcam w prawo. Po odpoczynku ruszam dalej. Po drodze mijam cmentarzysko kiosków Ruchu w Dąbrówce Małej. Przejeżdżam obok miejscowości Syberia, kontynuując jazdę w kierunku Pieńków Henrykowskich. Skręcam po pewnym czasie w prawo, gdzie wjeżdżam do Zespołu Przyrodniczo Krajobrazowego Górna Mrożyca, gdzie, jadąc tamtędy, poczułem się przez moment, tak jakbym był w górach bardzo ładny zespół Krajobrazowy, polecam zwiedzenie go osobom, które jeszcze tam nie były. W miejscowości Henryków znajduje się rzadko spotykany sad derenia jadalnego. Po przejechaniu przez tę miejscowość należy skręcić w prawo na drogę prowadzącą dom rogi Dolnej przejeżdżając przez później przez Mrogę Górną, która jest bardzo urokliwym miejsce, gdzie płynie rzeka Mroga, nieopodal niej są piękne stawy i dalej kieruje się na miejscowość Olsza, gdzie na skrzyżowaniu skręcam w lewo na Rogów. Po pewnym czasie skręcam w prawo, wjeżdżając do Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego Górna Mrożyca.

Łysica Góry Świętokrzyskie

2012 roku nikt nas nie zaprosił na sylwestra, więc postanowiliśmy się wybrać na zdobycie Łysicy 612 m n.p.m. której brakowało nam do Korony Gór Polskich. Wybraliśmy się wtedy nietypowym wehikułem naszym pierwszym samochodem, mianowicie fiatem cinquecento w Góry Świętokrzyskie mamy około 200 km w jedną stronę, więc, że nasze skromne autko nie osiągało zbyt dużych prędkości, ruszyliśmy o godzinie 6 rano z Łodzi po drodze zaznaczyliśmy sobie na mapie jeszcze parę punktów do zwiedzenia, takich jak Ruiny Wielkiego Pieca Huty w Samsonowie oraz W Januszowie Dąb Bartek. Z moją nawigacją w telefonie znów nasz poprowadziła przez jakiś kamieniołom i jakimiś bocznymi dróżkami na miejsce, czyli do miejscowości Święta Katarzyna Docieramy o godzinie 13:30. Parkujemy obok Domu Zakonnego Kaluzorowych Bernandynki, gdy wchodzimy do Bukowego lasu rozpoczyna się szlak czerwony na Łysicę droga jest ubita kamieniami, gdzie nieopodal jej mijamy pomnik Stefana Żeromskiego oraz piękne Źródło Św. Franciszka obok niego stoi ładna kaplica drewniana, dochodzimy do miejsca, gdzie szlak skręca w lewo i od tego momentu zaczyna się strome podejście po kamieniach pod górę zaczyna się ku naszemu zdziwieniu, gdzie w Łodzi brakuje śniegu znajdujemy trochę ośnieżony szlak po 53 minutach dochodzimy na Łysicę, które jest cała w śniegu nieopodal niej mijaliśmy znajdujący się krzyż z widniejącym napisem Neśmiertelnemu królowi Wierów Jezusowi Chrystusowie Głosi Część i Chwałę Puszcza Jodłowa i obok niego rozpościera się widok na Gołoborza (zbocze pokryte wielkimi głazami skalnymi). Po zejściu ze szczytu i powrocie na parking jest godzina14 ruszamy do kolejnego punktu naszej wycieczki, którym miały być piękne ruiny zamku Krzyżtopór, gdzie znów moja nawigacja zrobiła nam psikusa i poprowadziła nas przez Jeleniewską Przełęcz pokryta była lodem i śniegiem moje małe auto ledwo podołało jej, gdy dojechaliśmy do Ujazdu obok zamku spotkaliśmy wielu turystów, których tak zimową porą się nie spodziewaliśmy po długim zwiedzaniu jest godzina 16, więc wracamy do Łodzi podróż już o zmroku, gdzie trasa biegnie przez lasy nagle wysiadają mi światła w moim autku i wracamy do Łodzi na światłach postojowych ja, prowadząc auto z nosem prawie przy szybie jesteśmy na miejscu o godzinie 20.

Testy i porady

Test Śpiwora puchowego wyprawowego Simonda Down Makalu III Light L z Decathlonu

Test Śpiwora puchowego wyprawowego Simonda Down Makalu III Light L z Decathlonu zacząłem późnym popołudniem, dokładnie 9 lutego 2021. Temperatura na zewnątrz wynosiła około -8c odgarniałem wtedy śnieg, tworząc stanowisko pod ustawienie namiotu oraz jego okopanie śniegiem. Po założeniu obozowiska zaczęło się ściemniać, temperatura spadła do -10c. Wskoczyłem do namiotu, przebrałem się w bieliznę termo trek 500 decathlon z merinosa do śpiwora na stopach miałem skarpety wysokogórskie bridgedale z wełny merinosa w wersji summit, na szyi bandę Hi – Tec z podszytym polarem, a na głowie kominiarkę plus czapka pod kask wysokogórski z polartecu, pod śpiworem zimowa mata samopompująca VOLVEN ULTRALIGHT PLUS + karimata z Decathlonu trek 100 składana. Dawały radę od ziemi nie odczułem wilgoci oraz chłodu i twardości zmarzniętej ziemi z lodem było miękko jak na kanapie w domu:). Trzy godziny przebywałem w namiocie w trybie siedzącym, do połowy w rozpiętym śpiworze. Nie mogłem rozgrzać stóp, więc założyłem drugą parę skarpet merino producenta z Łodzi, firmy Comodo. Wtedy zaczęły rozgrzewać się stopy. W śpiworze o rozmiarze L zmieściłem się ja, mierząc 181cm w nim bezproblemowo, a na spodzie w nogach umieściłem sobie ciuchy do założenia na rano oraz futerał z bateriami i power bankiem. mimo docieplenia co parę godzin budziłem się z powodu uczucia chłodu w stopach, dlatego na następny biwak zimowy przygotuje się i wezmę ze sobą skarpety puchowe. W sumie w śpiworze spędziłem 14 godzin. Co parę godzin mierzyłem temp w środku śpiwora do utrzymywała się w granicach od +20c do +27c więc jak na zimowe warunki, śpiwór spisał się wyśmienicie, gdy na zewnątrz namiotu temp była od – 11c do -15c w namiocie, po rozgrzaniu się w śpiworze i ogrzaniu swoim oddechem wnętrza namiotu to w środku miałem temp od 0c do +2c rano, gdy się obudziłem, wnętrze namiotu było oszronione a śpiwór nawet nie był mocno wilgotny szybko wysechł mnie było ogólnie w nim wygodnie i przytulnie. Zastosowany w nim puch jest dobrej jakości, a zakres temperatur tego śpiwora to komfort -12c limit -19c extreme -42c waga trochę duża, bo 1,7 kg, ale w końcu to jest śpiwór wyprawowy to musi trochę ważyć. Sprężystość przyzwoita 800 cuin śpiwór by kupić podobnej klasy i markowy trzeba by było wydać około 2000 zł, a tu porządny śpiwór Simonda masz za 999 zł, więc jest różnica cenowa. Myślę, że w nim spokojnie można by było wytrzymać warunki, tylko mówię tu o spaniu pod namiotem w rzędu -20c i też by było w nim jeszcze ciepło. Polecam ten śpiwór i on ode mnie dostaje z oceny od jednego do pięciu 5, i to nawet z wielkim+.