Turbacz Zimą (Gorce 1310 m n.p.m.)
O nie, znów musieliśmy wstać wcześnie! O godzinie siódmej rano byliśmy już na przystanku w Krościenku, czekając na busa do Nowego Targu. Po dotarciu na dworzec w Nowym Targu, wiedząc, że na ul. Aleja Tysiąclecia znajduje się przystanek komunikacji miejskiej, skąd odjeżdża autobus linii numer 7 w kierunku pętli Kowaniec, ruszyliśmy w jego stronę. Z pętli Kowaniec prowadzi żółty szlak na Turbacz. Podchodząc na lekkie wzniesienie nieopodal krańcówki autobusowej, natknęliśmy się na przepiękną kapliczkę. Obok niej znajdowały się ławeczki, więc postanowiliśmy zjeść nasze śniadanie, podziwiając jednocześnie pięknie ośnieżone szczyty Tatr Zachodnich. Droga prowadziła dalej przez las, który przypominał koryto rzeki z wysokimi brzegami. Latem musiał tu płynąć mały potoczek, dlatego teraz było tam lekko oblodzone. Po pewnym czasie szlak przekształcił się w leśną ścieżkę. Zaczęliśmy wychodzić na liczne polany, z których rozpościerał się widok na tzw. górę Fuji, czyli Babia Górę, której szczyt był wiecznie ośnieżony. Po upływie dwóch godzin dotarliśmy do Kaplicy Papiewskiej. Za kaplicą rozciągała się Polana Wiesiełakówka, z której można podziwiać widoki na Tatry Wysokie. Na polanie rozdzielały się szlaki: zielony i równolegle biegnący niebieski, my jednak kontynuowaliśmy wędrówkę szlakiem żółtym. Droga do schroniska zajęła nam około 30 minut. Na szlaku spotkaliśmy skuter śnieżny, który wracał z dostawą do Nowego Targu. Gdy dotarliśmy do celu, zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie, podziwiając widoki i robiąc kilka zdjęć. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy szlakiem czerwonym, który odbijał w bok koło schroniska, prowadząc na szczyt Turbacza. Na powrotną trasę zaplanowaliśmy szlak zielony, prowadzący do Oleksówki, gdzie znajduje się wyciąg narciarski oraz stacja GOPR, a następnie do Kowańca. Szlak biegł obok ołtarza Maksymiliana Kolbe, składającego się z trzech drzew wkopanych korzeniami do góry, połączonych drutem kolczastym. Gdy zaczęliśmy przechodzić obok potoku Kowaniec Mały, teren stał się dość stromy – zimą lub w czasie deszczu może być tam ślisko. Po pewnym czasie dotarliśmy do stoku narciarskiego, gdzie spotkaliśmy naszych znajomych. Zaproponowali nam, abyśmy zostali do wieczora i spróbowali zjeżdżać ze stoku. Nie wahając się ani chwili, przyjęliśmy propozycję. Mieliśmy wspaniałą zabawę zarówno na stoku narciarskim, jak i snowboardowym, gdzie było jeszcze bardziej ekstremalnie. Po całej zabawie, około północy, zostaliśmy odwiezieni przez znajomego do Krościenka.



