Karkonosze

Wycieczka do Biedronki w Karpaczu ze schroniska Strzecha Akademicka

Od kilku dni przebywaliśmy w schronisku Akademicka Strzecha w Karkonoszach jest 5 lutego 2013 roku jest zima 4 stopień lawinowy, dlatego zrezygnowaliśmy z zaplanowanego wcześniej wyjazdu w Tatry i dwa tygodnie przed tym wyjazdem zdecydowaliśmy zmienić plany i pojechać autokarem osiem godzin jazdy z Łodzi w Karkonosze. Wstaliśmy o godzinie 7:00, spakowaliśmy plecaki i około 8:00 zeszliśmy do stołówki, aby zjeść śniadanie. Naszym głównym celem na dziś było dotarcie ze Strzechy Akademickiej do Karpacza, aby uzupełnić zapasy, które po kilku dniach w schronisku się wyczerpały. Po zjedzeniu śniadania wyszliśmy na zewnątrz, gdzie przywitał nas słoneczny dzień. Oprócz zakupów planowaliśmy również zwiedzenie kilku muzeów oraz jednego z najbardziej znanych zabytków w okolicy – kościoła Wang. Podziwiając widoki przy tak ładnej pogodzie robimy sobie sesje foto schodząc niebieskim szlakiem do schroniska znajdującego się, poniżej które nazywa się Samotnia, gdzie zawsze wieczorami, zakładając czołówki szliśmy do niego na grzane wino, gdzie smakowało tam ono wspaniałe oraz super klimat górski jest tego schroniska ze względu na to, że odbywa się w nim taka impreza jak „Ślad zdobywców”, gdzie wtedy przyjeżdżają do niego znane osobistości ze świata góry i znani zdobywcy himalajów oraz Alp, gdzie na stołówce wisi mnóstwo zdjęć, takich jak Piotr Pustelnik, Wanda Rutkiewicz itd. całe schronisko jest zbudowane z drewna z oryginalną wieżyczką na dachu, która przypomina z wyglądu te, które się znajdują na kościołach. W drodze do Samotni mogliśmy podziwiać Kocioł Małego Stawu z zamarzniętym stawem. Na szlaku o tak wczesnej porze niespodziewanie spotykamy wielu turystów, którzy chcą dzisiaj, przypuszczając zdobyć najwyższy szczyt Karkonoszy, jakim jest Śnieżka, my mijamy schronisko i schodzimy pod drodze spotykamy pana z Samotni, który ręczną szypą odgarniał szlak po wczorajszych opadach śniegu wtedy myślimy sobie, że jak ten Pan ma ciężką pracę, ale zastanawialiśmy się, po co odśnieżać drogę.
i to ręcznie. Dochodzimy na Polanę, która latem zapewne jest jakimiś mokradłami, gdzie rozchodzą się dwa szlaki koloru żółtego i zielonego z niej widniej cudowny widok na naszą królową Karkonoszy Śnieżkę zatrzymujemy się i robimy kilkanaście zdjęć naszej królowej :). Po około 40 minutach dotarliśmy do Świątyni Wang, zwiedzanie zajęło nam około godziny. Przy drodze do naszego słynnego sklepu Biedronki w Karpaczu Muzeum Karkonoszy, Muzeum Tajemnic Karkonoskich i zaraz prawie za Urzędem Miejskim, nieopodal toru saneczkowego letniego, a zimowego stoku narciarskiego, który ciągnie się aż przez wiadukt, przejście i przejazd dla samochodów znajduje się pod nim znajdujemy się w końcu przy upragniony supermarkecie robimy szybko zakupy ładujemy je w plecaki. Wracamy tą samom trasą, którą przyszliśmy obok Świątyni Wang jesteśmy około godziny 16 zaczyna się ściemniać i mocno sypać śniegiem, wyjmujemy z plecaków nasze czołówki i podążamy dalej szlakiem do naszego schroniska nagle zrobił się silny wiatr zaczęło coraz mocnej sypać śniegiem widoczność zrobiła się prawie do zera zdecydowaliśmy się założyć gogle narciarskie i wcale nie było widać szlaku teraz dopiero zrozumieliśmy, dlaczego Pan rano odśnieżał ręcznie drogę, bo bez tego to ogóle byśmy nie widzieli, gdzie znajduje się szlak i przy takiej śnieżycy byśmy go na pewno zgubili nagle ku naszemu niedowierzaniu usłyszeliśmy grzmot burzy i błyski jak to się stało to nie możliwe, że zimą może być burza. Wyczerpani śnieżycą i zmarznięci po pewnych przemyśleniach chcieliśmy już wzywać GOPR albo wykopać jamę w śniegu, bo w plecakach posiadaliśmy łopaty, aż tu nagle wśród śniegu i zasp widzimy małe światełko po przyspieszeniu kroku i po przybliżeniu się do światełka wyłania się ku moim oczom struktura budowli, która przypomina schronisko Samotnie, gdy dochodzimy do budynku schroniska na ganku stoi Pan z papierosem, który wcześniej przez dłuższy czas nam się przyglądał jak dochodziliśmy do schroniska ze zdziwieniem mówi do nas tak z daleka jak państwa obserwowałem to myślałem, że to GOPR wraca z jakiejś akcji, bo kto inny odważyłby się wyjścia w nocy i to w burzę śnieżną. Po krótkiej rozmowie z Panem weszliśmy do środka, żeby się rozgrzać i przeczekać burzę śnieżną napiliśmy się gorącej czekolady zjedliśmy smaczną szarlotkę oraz zamówiliśmy grzane wino po około godziny po wyjściu na zewnątrz niebo zrobiło się takie przejrzyste, że było widać każdą gwiazdę na niebie zaczęliśmy wracać do Akademickiej Strzechy ciężko było znaleźć szlak pozawiewany był i napadało dużo śniegu musieliśmy przecierać go. Moja narzeczona postanowiła jeszcze zrobić orzełka przed schroniskiem, a potem weszliśmy do środka. To doświadczenie pokazało nam, że niezależnie od tego, czy to wysokie, czy niskie góry, każda z nich może być niebezpieczna, a my musimy być przygotowani na wszystko, nawet na burzę z piorunami w środku zimy.