Tatry

Ze schroniska roztoka nad Czarny Staw pod Rysami luty 2026.

Wczesnym rankiem wyruszyliśmy ze schroniska Roztoka, położonego w Dolinie Roztoki w Tatrach Wysokich. Po zapoznaniu się z prognozą pogody oraz najnowszym komunikatem lawinowym, który tego dnia wskazywał na drugą stopień zagrożenia, postanowiliśmy ruszyć w drogę. Słońce miało świecić do południa, a później prognozowano zachmurzenie i niewielkie opady śniegu. Bez wahania skierowaliśmy się w stronę Czarnego Stawu pod Rysami, znajdującego się na wysokości 1583 m. n. p .O godzinie 7 rano na szlaku do Morskiego Oka, który w późniejszych godzinach był oblegany przez turystów, spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Droga była przyjemna, a wokół nas rozpościerały się piękne widoki na okoliczne szczyty: Małą Wysoką, Przełęcz Polski Grzebień, Ganek, Gerlach i Wysoką. Często zatrzymywaliśmy się w punktach widokowych, aby uwiecznić te malownicze krajobrazy na zdjęciach. Obserwowałem również stoki w celu oceny zagrożenia lawinowego, aby w razie potrzeby móc szybko zareagować. Nagle dostrzegłem małą lawinkę schodzącą ze Opalonego; na szczęście była niewielka i zatrzymała się w połowie stoku. Około 9 rano doszliśmy do Morskiego Oka, sprawdzamy amplitudę ostatnich temp panujących z tygodnia by móc się upewnić, że przejście zimowym wariantem szlaku, który prowadzi przez staw Morskie Oka, że na pewno on będzie zamarznięty w międzyczasie zakładamy raki przy schronisku decyzja, która później okazuje się trafna, ponieważ nie polecam podejścia i zejścia ze stoku Czarnego Stawu pod Rysami w raczkach i podchodzenia na kolach, tak jak widziałem podczas przejścia tego szlaku niektórzy robili. Rozłożyliśmy również kijki trekkingowe, a w plecakach mieliśmy sondy lawinowe i łopaty, a na sobie detektory lawinowe. Zaczęliśmy schodzić po mocno oblodzonych schodach na taflę zamarzniętego stawu, wiedząc, że lód jest twardy. Idąc w kierunku Rysów, poczułem się jak w górach dalekiej północy. Po prawej stronie rozpościerał się widok na szczyty: Mnicha, Mięguszowiecki Szczyt Wielki i Mięguszowiecki Szczyt Czarny. Po kilku minutach dochodzimy do stoku kotła Czarnego Stawu, który wznosi się prawie na 200 m wysokości początkowo droga jest przyjemna, ale po kilku minutach stok zaczyna się wypiętrzać w górę i podejście robi się cięższe po drodze napotykamy odejście wydeptane w śniegu w stronę zamarzniętego wodospadu, więc na chwilę odchodzimy od szlaku by zrobić kilka zdjęć jemu po chwili z powrotem wracamy na udeptany w śniegu szlak prowadzący do stawu prawie przy końcowym podejściu widoczne są skałki wtedy od nich odbijamy w lewo i już niedługo znajdujemy się nad brzegiem Czarnego Stawu pod Rysami widoki są wspaniałe z przodu widać Rysy najwyższy szczyt Polski, po lewej widniej na grani Żabia lalka mierząca 2095 m n.p.m., Żabi szczyt Wyżni 2263 m n.p.m., a po prawej stronie jest rozgałęzienie letniego szlaku na Chłopka 2340 m. n. p. Obok nas wznosiła się imponująca ściana Kazalnicy, z której spadały pyłówki – małe lawinki powstające ze świeżego śniegu, zdmuchiwane ze skalnych ścian. Za mną znajdował się czarny krzyż odlany z tatrzańskiego żelaza, postawiony przez proboszcza z Poronina z okazji wizyty biskupa nad Czarnym Stawem w 1835 roku. W oddali za nim jest widok na Staw Morskie Oko oraz ludzi podążających nim w kierunku Czarnego Stawu ,widocznego brzegu gdzie znajduje się schronisko, zaczyna się pogarszać pogoda robi się mgliście zaczyna sypać śnieg, więc postanawiamy wracać zejście w sypkim śniegu z wydeptaną po środku ścieżką, gdyby nie kijki trekkingowe to wraz z tym sypkim śniegiem można by było zjechać do podnóża kotła, ale dzięki nim człowiek, który schodzi, ze wniesienia jest stabilniejszy oraz ochroniony przed upadkiem. Na Tafli stawu Morskiego Oka po drodze mijaliśmy mnóstwo turystów, ponieważ była już godzina 11, więc zdążyli dojść z parkingu Palenicy Białczyńskiej, niektórzy z nich nie są w ogóle przygotowanie na wyjście w góry w takich warunkach idą bez raków, raczków ubrani są, tak jakby byli na Krupówkach w zakopanym zero odpowiedzialności no cóż, jak coś się stanie to zawsze mogą wykonać telefon do przyjaciół (czyli TOPR), którzy ich ocalą i uratują. Po kilku minutach znajdujemy się już pod schroniskiem Morskie Oko, widzimy tłumy turystów podążających drogą do Morskiego Oka postanawiamy, że szkoda czasu nie będziemy zdejmować raków tylko pójdziemy w nich do schroniska Roztoka, gdzie mieliśmy nocleg, pod Roztoką znaleźliśmy się około godziny 13. Cieszyliśmy się, że wyruszyliśmy tak wcześnie, aby móc w ciszy kontemplować i cieszyć się widokami w niemal samotności, z dala od tłumów turystów.