Gęsia Szyja 1489 m n.p.m.
O godzinie 6 rano kończymy 8-godzinną podróż autokarem z Łodzi do Zakopanego, a dokładniej do Poronina, gdzie wcześniej zarezerwowaliśmy kwaterę u Piotra Chyca. Zostawiamy bagaże, jemy śniadanie i planujemy naszą dzisiejszą wycieczkę. Zapoznajemy się z mapą, a naszym celem jest szczyt Gęsia Szyja (1489 m n.p.Na rozgrzewkę pakujemy plecaki i o godzinie 9 ruszamy na busa, który wyrusza w kierunku Łysej Polany. Na parkingu Palenicy Białczyńskiej jesteśmy o 9:40, tuż za szlabanami, obok budki poboru opłat TPN. Po prawej stronie znajduje się niebieski szlak prowadzący na Rusinową Polanę, którym postanawiamy podążać. Ścieżka przypomina podejście na znany szczyt w Tatrach Zachodnich, Grześ, chociaż wydaje się nieco bardziej stroma. Większość trasy prowadzi przez las. Po około 40 minutach docieramy do Polany Rusinowej. Pogoda nie jest zbyt zachęcająca – jest mgliście, a na trawie leży dużo rosy, co budzi obawy, że moje buty przemoczą się, ale na szczęście membrana Sympatex spełnia swoje zadanie. Po przejściu polany szlak krzyżuje się – niebieski z zielonym, gdzie znajduje się bacówka oraz ławeczki. Postanawiamy iść dalej niebieskim szlakiem, aby zobaczyć piękną drewnianą Kaplicę Wiktorówki. Na miejscu odbywa się msza, jest sporo ludzi, więc robimy kilka zdjęć i wracamy w kierunku Bacówki na Rusinowej Polanie, gdzie zjadamy drugie śniadanie. Jest godzina 11. Po krótkim odpoczynku w Bacówce ruszamy zielonym szlakiem, który prowadzi przez malowniczą Polanę Rusinową ku Gęsiej Szyi. Niestety, szlak jest bardzo błotnisty i śliski, a widoki ogranicza mgła. Po 20 minutach docieramy na skalisty szczyt Gęsiej Szyi. Gdy robimy sobie zdjęcia, nagle rozpętuje się ulewa z burzą, która moczy nas do suchej nitki. Ja, źle odczytując mapę, myślałem, że do schroniska Murowaniec jest tylko piętnaście minut, a powrotny szlak na Rusinową staje się jeszcze bardziej błotnisty. W trakcie ewakuacji ze szczytu stwierdzam, że skoro schronisko jest tak blisko, idziemy dalej zielonym szlakiem. Burza po chwili ustaje, ale nadal jest pochmurno. Idziemy piękną ścieżką przez las. Po kilku minutach docieramy do skrzyżowania szlaków – niebieskiego z czerwonym, który prowadzi do schroniska Roztoki. My jednak podążamy dalej niebieskim szlakiem w kierunku Doliny Pańszczyzny. Jest parno i gorąco, ale dobrze, że temperatura wpłynęła na nasze ubrania, bo wszystko wyschło podczas marszu. Po kilkunastu minutach dochodzimy do momentu, gdzie szlak idzie częściowo przez moment płynącym strumieniem po przejściu strumyka szlaki znowu się rozdzielają w lewo idzie czarny szlak, a w prawo idzie zielony szlak my postanawiamy, że pójdziemy czarnym szlakiem, który się łączy z żółtym prowadzącym w lewo na przełęcz Krzyżne, a w prawo na Halę Gąsienicową. Idziemy przez kosodrzewinę, las się kończy, a słońce, które przed chwilą przedzierało się przez chmury, znów ustępuje miejsca ulewie i burzy. Przyspieszamy tempo, aby uciec przed deszczem. Docieramy do Murowańca, a burza i ulewa ustają. Zastanawiam się, co za zbieg okoliczności – przestaje padać, gdy dochodzimy do schroniska, gdzie jemy obiad. Wychodząc na zewnątrz, dostrzegamy małego turystę – nornicę, która kradnie odpadki z kosza obok Murowańca, więc robimy jej sesję fotograficzną. Po przejściu strumyka szlaki znów się rozdzielają – w lewo prowadzi czarny szlak, a w prawo zielony. Nasze ubrania powoli stają się suche, ale koło Boczania znów zaczyna padać deszcz, który moczy nas do suchej nitki. Pamiętajcie, aby przed wyruszeniem na szlaki górskie rozsądnie sprawdzić prognozę pogody.









